Jake inaczej, na pewno inaczej, wyglda wtedy, gdy na sal sdowej, spokojnie pomimo suchego stylu protokow nie mona byo nie zauway w tych zeznaniach odwagi czowieka, ktry zdecydowa si wanie tak pokierowa swoim yciem - na przekr wszystkim, co przychodzili do jego domu proszc i groc opowiada dzieje Sotysiakowej bandy, wywoywa nazwiska tych, ktrzy zastraszeni, nie chcieli nawet przyzna si do swojej krzywdy. 